Archives

Archive for Styczeń, 2007

…We catch the last bus home…

Człowiek siedzący w wilgotnym pokoju ma tylko jedną myśl. „Dlaczego?”. Albo nie. Zacznijmy jeszcze raz. Bo przypuszczalnie ludziom siedzącym w wilgotnych pomieszczeniach przychodzą do głowy różne myśli… no cóż.. może tak.. Kiedy wracam do swojego starego domu zawsze panuje tam cholerna wilgoć… ale nie ta, od której człowiek marźnie. Ta jest ciepła, stęchła i obezwładniająca. [...]

In a melancholy town where we never smile…

Kiedy stoję na światłach w starym, zamulającym przy każdym wdepnięciu gazu, samochodzie, mam tylko jedno marzenie – pełnokrwisty włoski koń. Mam dosyć rdzy, kiepskiego plastiku, nieergonomicznego wnętrza , gównianej pozycji za kierownicą i wytartych siedzeń. Chce poczuć najpiękniejsze cztery sekundy swojego życia, zastawić cień przed przejściem dla pieszych, zagłuszyć płacz dziecka rykiem kilkusetkonnego silnika. Spojrzeć [...]

Zielona ławeczka u podnóża Mont Everestu

Alejandro oparł plecy o burtę. Słońce piekło nieubłaganie. Na swojej łódce nie miał miejsca, w którym mógłby się przed nim schronić. Spojrzał za siebie i na chwilę zawiesił wzrok na wielkiej pędzącej na zachód łodzi motorowej. Powoli przerzucił go na parę wioseł spoczywającą od kilku dni u jego stóp. Jeszcze nie dzisiaj, jest za gorąco [...]

Po schodach w dół.

Oczy tracą ostrość, taka już ich natura, szczególnie gdy są zmęczone. W pewnych momentach zapragnęłoby się deszczu, “parówa” nie sprzyja nastrojom, w szczególności kiedy mój cień jest malutki, taki niezauważalny.
Niepewność.
Brak cienia, towarzysza każdej podróży, powoduje strach. Nie lubię być sam. Szczególnie w momentach kiedy jestem wśród ludzi, których nie znam, a tym bardziej, których nie [...]

Projekcja

Chcę byś opętała moja duszę, zawładnęła moim ciałem, odebrała wzrok i wszelkie inne zmysły. Pragnę czuć puls Twój pod palcami. Tu i teraz, tam i zawsze…
Trywialny początek. Chyba powinienem go się wstydzić. W swojej tymczasowości nasłuchuję trzymając dłoń przy uchu. Powinienem wyczuć zimnym policzkiem pulsus, ale słyszę tylko szum krwi. Nocą żyjące miasto krzyczy [...]

Warkocz

Czasem liczę, ot tak sobie, pewnie przez nadmiar wolnego czasu na myślenie.
Raz, dwa, trzy, cztery, pięć…
Niefart, znowu. Zaplatam warkocz. Szczęście i jego brak, na przemian. Napięcie spada, umysł wiotczeje i patrzę na fragment plecionki w ręku.
Raz, dwa, trzy, cztery, pięć…
Oddech głęboki do granic możliwości. Wydech nie rozprasza chmur. Nie ma światła.
Raz, dwa, trzy, cztery, pięć…
Wychodzę [...]

W ruchu.

Idąc ulicą, chce się wracać do domu.
Idąc ulicą. Bo ileż można leżeć w łóżku, oglądać porno z lat pięćdziesiątych, klasy niższej niż przeciętna, gdzie pani pokazuje kolanko, lub słuchać gadającego radia, puszczającego klasyki i przekazującego wiadomości ze świata tak żywych jak i umarłych obiektywistów, o których słyszy się legendy, wiecznie dopinane z dumą do Durczoków [...]