Ambrozja….

Posted on czwartek 19 Kwiecień 2007

Chodzę po ulicy…pada deszcz…ciemno i wieje…
Nieliczne ludzkie postaci przemykają patrząc podejrzliwie, na osobę włóczącą się ponurą nocą po ulicy spokojnym krokiem…
Patrzą tak, jakbym nad głową miała bezchmurne niebo a wokół mnie rozpościerał się parawan osłaniający od wiatru… a ja odkupić chcę czas.. dokupić inny, lepszy mniej używany… bardziej słoneczny i jasny.
Taki, w którym nie ma straconych szans, przegapionych spotkań, ignorowanych znajomości, zamykanych ust, utajonych myśli, bezmyślnych decyzji, strachu bycia sobą, uciekania od prawdy, trwania w beznadziei -w nadziei… na dalszą beznadzieję z zaciśniętymi mocno oczami…
To moje stygmaty duszy… i ani wiatr, ani deszcz ani chodzenie bez celu nie odda mi tego wszystkiego… owiewa jednak, obmywa… dodaje sił na dalsza drogę… w inne, nowe, nieznane… czasy… nadzieje… i wiarę w sens samotnej walki… o siebie… o płynącą w żyłach ambrozję.. pulsującą, zapomnianą… lecz wciąż żywą….

Jeszcze nikt nie zostawił swoich myśli na ten temat.

Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)


Informacja dla zostawiających myśli:
Łamanie tekstu odbywa się automatycznie. Twój adres e-mail nigdy nie będzie wyświetlony. Proszę przemyśleć wszystko zanim cokolwiek napiszesz.

Użyj wielkich guzików (litery), wyedytować tekst.


RSS dla komentarzy tego wpisu | TrackBack URI