Ultrafiolet.

Posted on poniedziałek 23 Kwiecień 2007

Tyle razy i ciągle tak samo, żegnam się ze światem, zamykam oczy, otwieram oczy i widzę obskurne pomieszczenia, tak bardzo czasem nie chciałbym, tak bardzo czasem puste, tak bardzo wiele razy. Odwracam się na bok, wymyślając agonię, wymyślając zejście, będące od otwarcia oczu niemożliwością, jedynie możnością podniesienia się.

Nie czynię tego.

Odwrócony na bok, widzę pieprzone słońce, wróg spracowanych i skacowanych ludzi, słońce razi. Tak odwrócony tulę poduszkę, tulę sympatię, tulę imiona, tulę sam siebie. O dziwo wtulony w bezsens, odnajduję w tym uniesienia i spadki, odkrywam rzeczy, których odkryć na trzeźwo nigdy bym nie chciał. Lecz jestem trzeźwy i chcę.

Nie chcę wstawać.

Tak bardzo położyłem się w nocy i tak nie bardzo witam kolejny dzień, dzień który, jak każdy inny, mógłby być ostatnim.

Jeszcze nikt nie zostawił swoich myśli na ten temat.

Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)


Informacja dla zostawiających myśli:
Łamanie tekstu odbywa się automatycznie. Twój adres e-mail nigdy nie będzie wyświetlony. Proszę przemyśleć wszystko zanim cokolwiek napiszesz.

Użyj wielkich guzików (litery), wyedytować tekst.


RSS dla komentarzy tego wpisu | TrackBack URI