Tryptyk.

Posted on wtorek 22 Maj 2007

Dziś umarłem na chodniku, w obojętności przechodniów z wyciągniętą ręką, ku sam nie wiem czemu. Spokój, jakby nie patrzeć, wielki spokój. Teraz już mam w dupie, teraz jak i zawsze, kolokwialnie bardzo głęboko. Dziś już jutro się nie liczy, a wczoraj umarło wraz ze mną. Jest dziś, jest teraz, jest zawsze, jest uśmiech, gdyż uśmiech jest wskazany w takich sytuacjach, jest ręka, omijana, gdyż każdy chce jak najdalej, gdyż każdy chce nie widzieć mojego szczęścia w strachu z wybałuszonymi gałami, gdyż dziwi się państwo szczęściu, które kuje w oczy, smuci, ma kolokwialnie głęboko.
Szczęście przyszło, więc leżę…

Jeszcze nikt nie zostawił swoich myśli na ten temat.

Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)


Informacja dla zostawiających myśli:
Łamanie tekstu odbywa się automatycznie. Twój adres e-mail nigdy nie będzie wyświetlony. Proszę przemyśleć wszystko zanim cokolwiek napiszesz.

Użyj wielkich guzików (litery), wyedytować tekst.


RSS dla komentarzy tego wpisu | TrackBack URI